banner
Trzy życia artylerzysty
09:50 06 Мая’19
394

75 lat minęło od tamtych tragicznych dni, wypełnionych bólem, strachem i głodem. Wielka wojna ojczyźniana – to nie tylko straszny okres, to cała odrębna historia z życia naszego narodu. Historia ze szczęśliwym zakończeniem. Tyle że cena tego szczęścia jest niesamowicie wysoką…


Niestety, z każdym rokiem żywych świadków tych dramatycznych wydarzeń jest coraz mniej. A ci, którzy jeszcze są z nami, wspierają nas, dzielą się nieocenionym doświadczeniem, inspirują swoim optymizmem. Z ich ust brzmi cała prawda o ciężkich czasach okresu wojny. Nawet czas nie może wymazać z ich pamięci dni, spędzone na frontach wojennych.

Jednym z takich świadków jest pan Józef Kazimierczyk. W swoje 93 lata nie stracił radości od życia, pracowitości i wrażliwości. Tyle lat minęło, ale gdy w myślach powraca do 75 letnich wydarzeń, bolą rany, które pozostawiły ślad w duszy i sercu weterana. O codziennym życiu frontowym pan Józef opowiada tak, jakby było to całkiem niedawno. O tyle głęboko pozostały one w świadomości u młodego żołnierza, że nie odpuszczają po tak długim okresie.

„Mógłbym umrzeć trzy razy, ale pozostałem żyć” - wspomina weteran. - Tak było: w jednym miejscu eksplodował pocisk, ale udało mi się uspaść na ziemię. Trzy odłamki spadły tuż obok mnie na wyciągnięcie ręki. Za drugim razem z moim przyjacielem znaleźliśmy się pod obstrzałem z karabinu maszynowego. Odstaliśmy od batalionu podczas ataku i przez długi czas błądziliśmy po lesie. Przyjaciel szedł z przodu, a ja - z tyłu. Jedna kula przeszła mu nad głową, a mnie dzięki cudowi kula mnie nie zraniła. Towarzysz nie wiedział nawet, o co chodzi, dopiero gdy zdjął czapkę z głowy, zobaczył dziurę od kuli. Ale po raz trzeci mój płaszcz był dobrze podrapany, ale w czasie udało mi się schować za sosną. Pocisk przeleciał i eksplodował.

Różnie wydarzyło się w czasie wojny, dużo widzieli i przeżywali młodzi żołnierze: śmierć, głód, strach ... Z uszanowaniem w głosie pan Józef przypomina dowódcę batalionu, którego wszyscy żołnierze pieszczotliwie nazywali „żywiciel”.

- Kiedy Niemcy rozbili naszą kuchnię polową, było ciężko, ale dowódca stale próbował zdobyć dla nas jedzenie. Czasami strzelał do prosiaka i przgotowywał pyszną zupę z mięsem. Czasami gdzieś zdobywał tuszonkę, czy trochę chleba. Przetrwaliśmy więc - mówi weteran. - Ogólnie rzecz biorąc, w Niemczech z produktami spożywczymi było źle: Niemcy zatrucali jedzenie i pozostawiali przygotowane dania dla nas, abyśmy mogli je skosztować. Ale wiedzieliśmy o tych sztuczkach, więc zostaliśmy przy życiu. Oczywiście było ciężko: spaliśmy na stojąco między przejściami z jednej sekcji do drugiej. O zwycięstwie dowiedzieliśmy, kiedy byliśmy nad Elbą. 8 maja zagrała nasza „Katiusza”, a tego samego dnia nadal byliśmy pod obstrzałem. Gdy nasza artyleria ruszyła na drogę otwartą, niemiecki czołg, który był w zasadzce, otworzył ogień, Od razu straciliśmy jednego żołnierza, kilku zostało rannych.


Artylerysta batalionu walczył wraz ze swoimi towarzyszami z Ukrainy, Polski, Białorusi. Po wojnie koledzy rozproszyli się po rożnych państwach. Komunikacja z nimi została utracona. Pan Józef wrócił do rodzinnych miejsc, gdzie znalazł swój los: ożenił się, wychował pięcioro dzieci, zbudował dom i sumiennie pracował w swojej ziemi ojczystej.

Krewni nie zapominają o weteranie: odwiedzają go dzieci, wnuki i prawnuki. Lubią zbierać się razem na spotkania rodzinne,żeby przypominać sobie najjaśniejsze chwile i wydarzenia.

Odczuwa się troska władz lokalnych. Zwłaszcza w rozwiązywaniu różnych problemów domowych i organizacyjnych. Weteran spotyka się gościnnie ze wszystkimi. Goście otrzymują od niego prezenty: koszyczki, zrobione soimi rękami. W nich wkłada on kawałeczek samego siebie.

Nawet czas dla niego przestaje lecieć, kiedy siada do swojego ulubionego zajęcia. Dzięki plecieniu koszyczków zapominają się trudności przeszłości wojennej, o której teraz przypominają nagrody, co mieszczą się na klatce piersiowej weterana. Znalazły tutaj miejsce nagrody i medale za odwagę, męstwo i nieustraszoność w walce przeciwko niemiecko- faszystowskim najeźdźcom.

Wiele nagród ma weteran za osiągnięcia w dziedzinie rolnictwa. Każda z nich jest mu bliska. Dla pana Józefa jest to nie tylko pamięć, to znak szacunku do jego bezinteresownej służby dla ludzi.


Предыдущая статья

«Са-Минт» опять к себе манит